Dobre złego początki…

Niestety nie udało się wywieźć z Wrześni chociażby jednego punktu. Pomimo prowadzenia 1:0 po pierwszej połowie, rywali po dwóch rzutach karnych i strzale głową dopisali sobie trzy punkty.

Pierwsze dwa kwadranse to raczej wyrównane spotkanie i kibice nie oglądali bramek. Dopiero w 39 minucie po zagraniu Robaczyńskiego do Płocharczyka objęliśmy prowadzenie. Chwilę później Glapiak miał kapitalną okazję na podwyższenie wyniku, ale był nieskuteczny.

Po zmianie stron już w drugiej minucie do dość kontrowersyjnej sytuacji arbiter odgwizdał rzut karny, który na bramkę pewnie zamienił Lisiecki. Ten gol dodał skrzydeł piłkarzom Victorii, którzy ruszyli do ataku. W 62 minucie pod bardzo dobrym dośrodkowaniu Sarbinowski podwyższył na 2:1. Poloniści pomimo tego nie podłamywali się i szukali okazji do wyrównania, ale niestety nie potrafili znaleźć recepty  na defensywę rywali. Natomiast w 73 minucie gospodarze podwyższył na 3:1 po rzucie karnym, który ponowie dobrze wykonał Paweł Lisiecki. Choć nasz zespół sugerował, że wcześniej przeciwnik był na pozycji spalonej. Z pewnością duży wpływ na losy spotkania miała niewykorzystana sytuacja na 2:0 Glapiaka oraz szybko zdobyty gol Victroii. Ale już jest po meczu i teraz skupiamy się na meczu z Victorią Ostrzeszów.